POMMERANIA LINKI KONTAKT
NORDSZON NORDSZONIADA CZWARTKOWE SPACERY TRÓJMIEJSKIE WŁÓCZĘGI MISJA POMMERANIA INNE






Odbyły się:

VII Nordszoniada

VI Nordszoniada

V Nordszoniada

IV Nordszoniada

III Nordszoniada

II Nordszoniada

I Nordszoniada
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z IV Nordszona. Systematycznie będą one dodawane. Prosimy również o podzielenie się Waszymi zdjęciami :)



III Nordszoniada

szlak im. Alfonsa Hoffmana

13-14.12.2008



III Nordszoniada i szlak widmo.

Sobota 13 grudnia, godz. 19.48 wysiadamy w składzie dwuosobowym (tj. Daszka i Phantomiusz) na stacji Śliwiczki, gdzie czeka już na nas Pan Eugeniusz. Trzeba zaznaczyć, że Eugeniusz to wytrwały turysta. Na miejsce zbiórki przybył 24 godziny przed czasem (sic!), był on jednak tak zdeterminowany na udział w Nordszaniadzie, że postanowił na nas zaczekać.

Ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Błędna, po 13 km w pobliskim lesie rozbiliśmy obozowisko. W miedzy czasie Marek zaliczył efektowny lot, potknąwszy się o własną sznurówkę, a GPS zarejestrował prędkość 9,3 km na godzinę. Nocleg skwituje krótko - było zimno. Pobudka o 5.00 rano, dla tych co potrafili zasnąć... wymarsz po godz. 6.00. Jest przymrozek, jesteśmy jednak pełni optymizmu.

Dokładnie o 6.30 uwieczniliśmy pamiątkowym zdjęciem początek szlaku żółtego im. Alfonsa Hoffmana i wkraczamy tym samym do Wdeckiego Parku Krajobrazowego.

Dla ścisłości podam, kim był patron szlaku, którym wędrowaliśmy. Prof. Alfons Hoffman (1885-1963) to polski inżynier elektryk, aktywny działacz społeczny na rzecz Pomorza. Dyrektor Pomorskiej Elektrowni Krajowej w Gródku, opiekun ZHP, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego.

O godzinie 8.30 dochodzimy do Starej Rzeki, gdzie zaczyna się nasza gehenna ze szlakiem żółtym. Prowadzeni nawigacją GPS, dwiema papierowymi mapami, znakami na niebie i ziemi wychodzimy na gospodarstwo rolne oznakowane "Teren prywatny, wstęp wzbroniony". Marek postanawia obejść to tajemnicze gospodarstwo schodząc do ujścia Wdy, gdy nagle razem z Eugeniuszem stajemy się ofiarami agresji miejscowych z pobliskich zabudowań. Nie pomagają tłumaczenia, że tędy na mapach biegnie szlak turystyczny PTTK, a my próbujemy go tylko przejść. Po pyskówce ustępujemy i zawracamy do ostatniego oznaczenia szlaku, okazuje się, że próba naszego przejścia była prawidłowa, natomiast z drzew została skrzętnie zdrapana i starta farba oznaczająca szlak. Marek natrafił na szczątki kładki prowadzącej na druga stronę rzeki. Wyglądało to niestety na czyjeś celowe działanie.

Nie pozostało nam nic innego jak kierować się na Tleń wzdłuż Wdy. Natrafiamy na liczne, aktywne, ślady życia bobrów. Obchodzimy Tleń i idąc pobliskimi lasami Marek zauważa nieścisłość szlaku czerwonego, który zupełnie nie pokrywa się z tym co widnieje na mapach. Znajdujemy kontynuację szlaku żółtego. Robimy postój nieopodal Pomnika Pamięci Narodowej, gdzie pochowanych zostało 19 polaków, rozstrzelanych podczas konwoju z obozu koncentracyjnego w 1945 roku.

Mając za sobą połowę szlaku kierujemy się na Grzybek, a następnie na Żur, mijamy Elektrownię, przekraczamy Wdę i po ok. 3 km w lesie natrafiamy na kolejną odsłonę "Zaginionego w akcji" ze szlakiem żółtym w roli głównej. Na bieganiu i szukaniu tracimy dobre 20 minut. A czas biegnie, zostało nam półtorej godziny do odjazdu pociągu, a do przejścia mamy 8,1 km. Dodam jeszcze, że mieliśmy bliskie spotkanie z pewnym dzikiem. Marek postanawia kierować się wskazaniem GPS-a a nie biegiem szlaku, którego nie ma, a który w pewnym momencie zaczyna się pokrywać z naszą trasą.

Zaczyna się ściemniać, znacznie przyspieszamy tempo marszu. Dochodzimy do Gródka, przemykamy przez miejscowość, gdzie słychać mieszkańców wtórujących nam "Szybciej, szybciej..." - czyżbyśmy aż tak szybko szli? Przechodząc obok cmentarza zamiast skręcić w prawo idziemy prosto, Marek orientuje się, że na GPS-ie nie ma już mapy... Sytuacje ratuje sprawdzona papierowa, która każe nam zawrócić do skrętu. Następnie szlak biegnie przez pole i niezauważony ma przekroczyć Wdę. Nie ma oznakowania, nie ma też kładki, parę kamieni i turysto radź sobie sam. Ryzykując wpadnięcie do wody i nie mając żadnej gwarancji kontynuacji szlaku nie mamy wyjścia musimy przejść, udało się. Na jednym z kamieni dostrzegam duży zaciek świeżej krwi, wyobraźnia zaczyna pracować, a ciemny las nie rozwiewa dziwnych myśli. Całe szczęście po drugiej stronie odnajdujemy szlak. Tutaj pokłon dla Marka, że w ferworze stresu i pośpiechu nie stracił głowy i bezbłędnie doprowadził naszą trójkę na peron w Leosi o godzinie 17.26, czyli 7 minut przed planowanym odjazdem pociągu. Jeszcze robimy pamiątkowe zdjęcie, pociąg postanawia się spóźnić, na peronie omały włos nie został zostawiony GPS i złamałam grzebień.

Podsumowując, ze względu na różne czynniki niezależne od nas, a wynikające z zaniedbań znakarzy i być może i z ułomności samych mieszkańców nie przeszliśmy szlaku żółtego, za to III Nordszoniadę uznajemy za udaną. Łącznie z sobotą, licząc cały kilometraż, zrobiliśmy 62 km.

Pewne jest, że będziemy chcieli przejść lub przejechać na rowerze jeszcze raz cały ten szlak, ale tym razem od południa. Jest to naprawdę piękna trasa, wzdłuż Wdy prowadzona praktycznie wyłącznie lasami, gdzie śladów ludzkiego istnienia jest niewiele.


Daria "Dasza" Kulesza











III Nordszoniada
Szlak im. Alfonsa
Hoffmana
Ze Śliwiczek do Leosi
13-14.12.2008

zapowiedź

galeria
                 ©2009 Pommerania.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone