POMMERANIA LINKI KONTAKT
NORDSZON NORDSZONIADA CZWARTKOWE SPACERY TRÓJMIEJSKIE WŁÓCZĘGI MISJA POMMERANIA INNE






Odbyły się:

VII Nordszoniada

VI Nordszoniada

V Nordszoniada

IV Nordszoniada

III Nordszoniada

II Nordszoniada

I Nordszoniada
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z IV Nordszona. Systematycznie będą one dodawane. Prosimy również o podzielenie się Waszymi zdjęciami :)



II Nordszoniada

Szlak Nadmorski Zatokowy

Krokowa - Jurata

8-9.11.2008


Sobota, w godzinach popołudniowo-wieczornych kolejka szybkiej kolei miejskiej zawiozła nas do Wejherowa. Na przystanku PKS spotkaliśmy Darka z Torunia, czyli idzie nas już cała wesoła trójka. W autobusie, który jechał zaledwie 30 minut dostałam choroby lokomocyjnej, co przyznaję zdarza mi się rzadko, a jednak... O godzinie 19.00 nareszcie dojeżdzamy do Krokowej. Moment otwarcia drzwi autobusu stał się dla mnie prawdziwym wybawieniem. Na przystanku Darek postanowił się przebrać i założyć kalesony:) Marek włączył GPS, a ja robiłam głębokie wdechy. Udaliśmy się do sklepu spożywczego i po zaopatrzeniu się w ciepłe lody o kształtach świnki i kotka podeszliśmy na zamek w Krokowej, a dla ścisłości pod jego mury, Marek chciał zrobić parę fotek. Następnie koło cmentarza na murku została dostrzeżona, udokumentowana, dokładnie obejrzana i obmacana niebieska kropa – początek szlaku. Jeszcze dwie pamiątkowe fotografie, synchronizacja zegarków i GPS, start godzina 19.30. Acha jeszcze po drodze był sklep, w którym zaopatrzyliśmy się komplet 6 metalowych łyżek.

Po drodze zostaliśmy obszczekani z każdej możliwej strony, z każdego mijanego podwórza. Powoli oddalamy się od domostw ludzkich przechodząc przez pole, a następnie wchodząc do lasu. Jest już ciemno, światła z czołówek ukazują nam piękno leśnych dróg i plantację borówki amerykańskiej, pilnie strzeżonej. Mijając te maleńkie miejscowości budziliśmy chyba lekkie zdumienie tubylców. Po 15 km dochodzimy pod Jastrzębią Górę, gdzie w pobliskim lesie rozbijamy obozowisko.

Nasz namiot stanął jako pierwszy, namiot Darka po wielu próbach też w końcu udało się rozłożyć. Dość szybko kładziemy się spać, jest ok. 23.30. Leżę w namiocie i nasłuchuję. Marek ma pewnie ze mnie niezły ubaw, ale ja naprawdę słyszę te wszystkie dziwne rzeczy... Zasypiamy. Budzi mnie dobiegające z namiotu Darka chrapanie, zaczyna padać, Marek mówi przez sen, ja znowu coś tam słyszę, trochę mi zimno. Darek nie przestaje chrapać. Udaje mi się zasnąć. Dzwoni budzik nastawiony na godzinę 5.00, oczywiście go wyłączam i śpimy dalej. No dobra, jest po 6.00, wstajemy. Marek odpala kuchenkę gazową, na śniadanko przygotowuje zupki. Jemy i ruszamy w dalszą drogę.

Przemykamy przez Jastrzębią Górę, dochodzimy do Rozewia, gdzie liczymy na zwiedzenie tamtejszej Latarni Morskiej. Niestety, kartka na drzwiach rozwiewa nasze płonne nadzieje. Przysiadamy na ławeczce i kontemplujemy ciszę. Nadchodzą trzy czarne koty, oblegają ławkę na której siedzę, jeden zagląda nawet do plecaka. Darek nie wytrzymuje i dzieli się z nimi kabanosami, które to stały się istną kością niezgody wśród tych trzech pociesznych kotinków. Po bezkrwawej bitwie o kawałek kabanosa, Darek wyciąga następny, aby żaden z kotów nie został pokrzywdzony:) A więc latarnia zamknięta, koty nakarmione, możemy iść dalej. 3 km plażą do Chłapowa, po drodze sklep spożywczy, w którym brakuje jednego akceptowanego przez Marka napoju – Coca Coli. Mijamy Cetniewo, Darkowi zamarzyły się wczasy w Ośrodku Przygotowania Olimpijskiego.

Kolejny postój we Władysławowie, na chodniku nieopodal osiedla mieszkaniowego. Tu spożywamy posiłek, tutaj też przebieram się na środku ulicy, zdejmując jedną z dwóch par spodni, które mam na sobie. Mała sesja fotograficzna. Miła starsza Pani podchodzi do nas, żeby się upewnić, czy na czymś siedzimy, bo tak na gołym betonie, to przecież można wilka złapać...

Przekroczyliśmy granicę mierzei helskiej. W nasz marsz wkrada się odrobina monotonii, płaski teren i liście pod stopami uspokajają. Darek skarży się na ból w pięcie, mnie uciska klatka piersiowa od plecaka, Marka oczywiście nic nie boli. W Jastarni nastąpiło mini błądzenie, zgubiliśmy szlak, a czas nas gonił. Pociąg z Juraty odjeżdżał o 18.40, po 20 minutowym bieganiu po Jastarni wróciliśmy z powrotem na szlak. Ciemnym lasem wzdłuż plaży dochodzimy do Juraty. Dworzec kolejowy, na murku nieopodal śmietnika zakończenie szlaku. Doskwiera pragnienie i żadnego otwartego sklepu w pobliżu.

W pociągu konsumujemy resztki naszego prowiantu i zasypiamy. Ach ciężko było wysiąść z pociągu w Gdyni, och ciężko..:) To był naprawdę bardzo udany wypad.

Daria Kulesza










II Nordszoniada
Szlak Nadmorski-
Zatokowy
z Krokowej do Juraty
8-9.11.2008
                 ©2009 Pommerania.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone